| ° Forum ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
|
Samochody dostawcze i użytkowe - salon mercedesa w Poznaniu. |}| giełda samochodowa |}| numizmatyka |}| części |}| |
| Kumy / matura z historii |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . >> |
| Autor | Wiadomość |
| Badurski
|
Posted: 4 Lut 2002 17:12:47 Ktoś ucząc się dat, faktów, nazwisk z podręcznika siłą rzeczy uczy się też "otoczki" - przyczyn, skutków, powiązań. Dlatego właśnie mówię o wykuwaniu z podręcznika, a nie z tablic historycznych. Odnośnie zacytowanego fragmentu podręcznika to lepiej, ucząc się do egzaminu, zapamiętać podane tam szczegóły (które na egzaminatorach mogą sprawić wrażenie, że się czytało dodatkowe książki) niż np. przeczytać książkę o Piekałkiewiczu, z której w natłoku kilkuset/kilku tysięcy nazwisk i dat dziennych zapamiętamy ostatecznie pewnie niewiele więcej niż ten lakoniczny komentarz z podręcznika. I niestety muszę Cię zmartwić, ale na maturze nikt nie przerywa zdającemu, gdy widzi, że ten ma bogatą wiedzę (mylisz egzamin z zebraniem kółka miłośników historii). W mojej szkole przynajmniej, masz 20 minut na zreferowanie 3 obszernych tematów i jeśli się nie zmieścisz to klapa - nie ma zmiłuj. Praktycznie nie ma więc czasu na prezentowanie jakiejkolwiek szerszej wiedzy, chyba że będziesz zapieprzał jak motorek i odejmą Ci wtedy punkty za niekomunikatywną formą przekazu informacji. |
| JMM
|
Posted: 4 Lut 2002 19:24:51 Odnośnie zacytowanego fragmentu podręcznika to lepiej, ucząc się do
egzaminu, zapamiętać podane tam szczegóły (które na egzaminatorach mogą sprawić wrażenie, że się czytało dodatkowe książki) niż np. przeczytać książkę o Piekałkiewiczu, z której w natłoku kilkuset/kilku tysięcy nazwisk i dat dziennych zapamiętamy ostatecznie pewnie niewiele więcej niż ten lakoniczny komentarz z podręcznika. Fragment z Piekałkiewiczem miał stanowić przykład, że w podręczniku, wbrew Twoim twierdzeniom, występuje masa nadmiarowych informacji, które z czystym sumieniem można sobie podarować. Poza tym, jeśli już namawiałbym kogoś do przeczytania jakiejś książki, to z pewnością nie byłaby to biografia Piekałkiewicza - natomiast nawiałbym na przeczytanie pozycji o np. polskim państwie podziemnym, jako bardziej ogólnej, za to o wiele bardziej szczegółowej od podręcznika. I niestety muszę Cię zmartwić, ale na maturze nikt nie przerywa zdającemu,
gdy widzi, że ten ma bogatą wiedzę (mylisz egzamin z zebraniem kółka miłośników historii). W mojej szkole przynajmniej, masz 20 minut na zreferowanie 3 obszernych tematów i jeśli się nie zmieścisz to klapa - nie ma zmiłuj. I ja również muszę Cię zmartwić, ponieważ, tego co napisałem, o przerywaniu wypowiedzi zdającemu bynajmniej nie wyimaginowałem sobie, a pisałem w oparciu o swoje własne, jako zdającego, doświadczenia. Praktycznie nie ma więc czasu na prezentowanie jakiejkolwiek
szerszej wiedzy, chyba że będziesz zapieprzał jak motorek i odejmą Ci wtedy punkty za niekomunikatywną formą przekazu informacji. I dlatego zapewne w artykule znalazły się fragmenty dotyczące odrobiny umiejętności aktorskich i formy przekazu swojej wiedzy. A dwadzieścia minut to wbrew pozorom mnóstwo czasu - jeśli się wie co i jak mówić. -- Z wyrazami szacunku -------------------------------------------------------------------- pl.sci.historia WWW: http://mops.uci.agh.edu.pl/~nexuss/Index.html pl.sci.historia FAQ: http://mops.uci.agh.edu.pl/~nexuss/Psh_faq.html |
| Badurski
|
Posted: 4 Lut 2002 22:08:32 Fragment z Piekałkiewiczem miał stanowić przykład, że w podręczniku,
wbrew Twoim twierdzeniom, występuje masa nadmiarowych informacji, które z czystym sumieniem można sobie podarować. Poza tym, jeśli już namawiałbym kogoś do przeczytania jakiejś książki, to z pewnością nie byłaby to biografia Piekałkiewicza - natomiast nawiałbym na przeczytanie pozycji o np. polskim państwie podziemnym, jako bardziej ogólnej, za to o wiele bardziej szczegółowej od podręcznika. Oczywiście, przeczytanie książki o państwie podziemnym może być bardzo cennym posunięciem. Nie dla osoby jednak, dla której to dodatkowe zdanie o więzieniu Piekałkiewicza było nadmiarem informacji przy której czacha siada. Taka książka o państwie podziemnym składałaby się z samych takich informacji, więc w ogóle można dostać świra. A jak w co drugim zdaniu jest nowe nazwisko czy informacja, to naprawdę dziwiłbym się jeśli ktoś uczący się do egzaminu doczytałby taką pozycję do końca i nie nabawiłby się nerwicy. I ja również muszę Cię zmartwić, ponieważ, tego co napisałem, o
przerywaniu wypowiedzi zdającemu bynajmniej nie wyimaginowałem sobie, a pisałem w oparciu o swoje własne, jako zdającego, doświadczenia. No i tu pies pogrzebany. Nigdy nie wiadomo, czy egzaminator będzie sobie życzył obszernej prezentacji czy ceni sobie umiejętność zwięzłego i bezbłędnego przedstawienia tematu. U mnie np. w szkole masz omówić CAŁY temat w danym czasie i koniec kropka. I dlatego zapewne w artykule znalazły się fragmenty dotyczące odrobiny
umiejętności aktorskich i formy przekazu swojej wiedzy. A dwadzieścia minut to wbrew pozorom mnóstwo czasu - jeśli się wie co i jak mówić. 20 minut to dużo czasu na 3 tematy?!?? Teraz to się Pan ośmiesza... Czy potrafiłby Pan np. zreferować w 6 i pół minuty taki temat (przykład tematu maturalnego): "Kryzys papiestwa i wstrząsy polityczne na Zachodzie (XIV-XVw.)" (najpierw wstęp, później spór papiestwo-Filip, niewola awiniońska, templariusze, wojna stuletnia, wojna dwóch róż, schizma zachodnia i próby jej zniesienia, albigensi, Wiklef, husytyzm i jeszcze pewnie o czymś i tak zapomniałem... + zakończenie,podsumowanie i wnioski) albo "Geneza, przebieg i konsekwencje wypraw krzyżowych" (też temat rzeka...) W czasie niewiele ponad 6 minut ma się minimalne szanse, by powtórzyć to co jest napisane w podręczniku, nie mówiąc o wkrętach z jakimkolwiek spostrzeżeniami, ciekawostkami, paradoksami czy opiniami historyków. Wiem to z autopsji. |
| Grzegorz Bednarczyk
|
Posted: 5 Lut 2002 08:18:15 20 minut to dużo czasu na 3 tematy?!?? Teraz to się Pan ośmiesza...
Czy potrafiłby Pan np. zreferować w 6 i pół minuty taki temat (przykład tematu maturalnego): "Kryzys papiestwa i wstrząsy polityczne na Zachodzie (XIV-XVw.)" (najpierw wstęp, później spór papiestwo-Filip, niewola awiniońska, templariusze, wojna stuletnia, wojna dwóch róż, schizma zachodnia i próby jej zniesienia, albigensi, Wiklef, husytyzm i jeszcze pewnie o czymś i tak zapomniałem... + zakończenie,podsumowanie i wnioski) albo "Geneza, przebieg i konsekwencje wypraw krzyżowych" (też temat rzeka...) W czasie niewiele ponad 6 minut ma się minimalne szanse, by powtórzyć to co jest napisane w podręczniku, nie mówiąc o wkrętach z jakimkolwiek spostrzeżeniami, ciekawostkami, paradoksami czy opiniami historyków. Wiem to z autopsji. Biorąc pod uwagę, że miałbyś istotnie (w co jakoś nie chce mi się wierzyć) sześć i pół minuty na omówienie całości tematu, nie widzę sensu w zawracaniu sobie w ogóle głowy rozmaitą drobnicą dat. Nie zrozum mnie źle, uważam, że pamiętanie ich jest dość ważne na egzaminie (choć nie najważniejsze!), ale jeśli egzamin ma tak wyglądać, to użycie więcej niż dosłownie kilku dat tylko zagmatwa to, co mówisz. Pozdrowienia -- Grzegorz Bednarczyk http://republika.pl/bednargr/ - nieistniejące kościoły krakowskie - zabytki rumuńskiej Bukowiny |
| Warcisław Machura
|
Posted: 5 Lut 2002 11:45:02 Biorąc pod uwagę, że miałbyś istotnie (w co jakoś nie chce mi się
wierzyć) sześć i pół minuty na omówienie całości tematu (...) Fakt, komisja ma na jednego ucznia 20 - 30 min. Ale na egzaminie celem nie jest rzucenie komisji na kolana lub filozoficzne dywgacje tylko sprawdzenie wiadomosci i wystawienie oceny. Jak ktos jest genialny i w 10 minut udowodni to komisji to mu sie przerywa, wystawia 6 i wyrzuca za drzwi, w koncu czeka jeszcze ilus tumanow ktorych trzeba za uszy powyciagac, co zajmuje mnostwo czasu lub wystraszone do nieprzytomnosci panienki, ktore trzeba przez 10 min. "odtykac", zeby w ogole potrafily cos powiedziec. A poza tym, ci dwoje, co siedza juz na sali i sie przygotowywuja po dlugiej dyskusji komisji z geniuszem nie nadawaliby sie juz do uzytku - trema i poczucie nizszosci w stosunku do najlepszego ucznia by ich spalilo. (A potem skarga rodzicow do dyrekcji, kuratorium, ze niedotrzymanie terminow, naruszenie regulaminow matur itp). Nikt sie nie bedzie wdawal z geniuszem w dyskusje. Dostal co chcial i won. Czas to pieniadz. (A raczej nie jest pieniadz bo nikt i tak komisji za siedzenie w niej nie placi nawet gdyby siedzieli do polnocy). A paradoksami i ciekawostkami to moze czarowac dziewczyny wieczorami. -- Pozdrawiam Warcisław Machura http://www.wmachura.republika.pl |
| Badurski
|
Posted: 5 Lut 2002 12:45:09 Dla kogoś, kto ma problemy z opanowaniem treści podręcznikowych,
owszem, zadanie przeczytania książki jest wyzwaniem ponad siły. Ale dla kogoś, kto dopiero zaczyna się uczyć historii przed maturą, ale jest rozgarnięty, ma aspiracje i nie ma najmniejszych problemów z opanowaniem podręcznika? Ale brednie... Zakres materiału do historii jest najszerszy ze wszystkich przedmiotów licealnych. Nikt, kto zaczyna uczyć się kilka miesięcy przed maturą nie ma większych szans na dokładne nauczenie się ponad 1500 stron informacji. Każda dodatkowa książka (jakieś 200-300 stron), odpowiadająca 2-3 stronom w podręczniku to w sytuacji przedmaturalnej po prostu strata czasu. Zaczynasz od poinformowania komisji, [...]
Wszelkie układy z komisją to ryzyk-fizyk, bo mogą np. uznać, że orientujesz się tylko ciut-ciut w temacie, i jedynie znasz się na wybranej przez Ciebie wojnie stuletniej. A poza tym, mój historyk (dyrektor szkoły) wyraźnie mówi, że trzeba przedstawić cały materiał - chodzi bowiem nie tylko o wiedzę (tak tutaj przez wszystkich pogardzaną...), lecz właśnie o inne umiejętności - np. gospodarowanie czasem. W czasie niewiele ponad 6 minut ma się minimalne szanse, by powtórzyć to
co jest napisane w podręczniku, nie mówiąc o wkrętach z jakimkolwiek
spostrzeżeniami, ciekawostkami, paradoksami czy opiniami historyków. Wiem to z autopsji.
Bo żeby o czymś móc powiedzieć, trzeba jeszcze o tym coś wiedzieć, a po lekturze samego podręcznika nie będziesz wiedział. Ja akurat mam wiedzę pozapodręcznikową, ale to dlatego, że historią interesuję się od mniejwięcej 6 lat. Ale tej wiedzy, przy takim systemie zdawania matury, gdy trzeba omówić w kilka minut cały obszerny temat i choćbyś nie wiem jak zaczarował przy Janie Husie, a zapomniał wspomnieć o podręcznikowej informacji, iż swe poglądy zapożyczył od Wiklefa, to masz odjęte punkty - po prostu nie da się zaprezentować. Wystarczające wrażenie robić więc musi w takich sytuacjach wtrącenie pojedyńczej pozapodręcznikowej (lub po prostu z innego _podręcznika_) daty czy nazwiska - na inne fajerwerki nie ma niestety czasu. Poza tym widzę jaki poziom wiedzy prezentują inni moi koledzy zdający maturę z historii. Np. jeden zdający notabene na prawo i zdolny chłopak, gdy go ostatnio spytałem kiedy było Powstanie Warszawskie (bo byłem zdziwiony, że inny kolega tego nie wiedział), to po chwili namysłu odpowiedział: "Tego jeszcze nie było [tzn. jeszcze tego nie przerabialiśmy, bo robiliśmy wówczas I w.ś.], ale to chyba między powstaniami śląskimi." :-ooooooooo Jeśli wy uważacie, że ktoś z taką wiedzą ma czytać dodatkowe książki zamiast zakuwać podręczniki, to jesteście w błędzie. Dodam tylko, że gościu ma najwyższą średnią w klasie i jest naprawdę dobry w nauce. |
| Badurski
|
Posted: 5 Lut 2002 12:49:38 Jak ktos jest genialny i w 10 minut udowodni to komisji to mu sie
przerywa, wystawia 6 i wyrzuca za drzwi, [...]
No i tak właśnie powinno być :)) Taki system obowiązywał kiedyś na olimpiadzie historycznej, w której brałem udział. Niestety jednak, moja szkoła ma tu bardziej konserwatywne zapatrywania i obowiam się, iż nie jest to wyjątek w polskiej edukacji... |
| Maciek Antecki
|
Posted: 5 Lut 2002 12:49:01 Wiadomość napisana przez: Badurski: 20 minut to dużo czasu na 3 tematy?!?? Teraz to się Pan ośmiesza... Czy potrafiłby Pan np. zreferować w 6 i pół minuty taki temat (przykład tematu maturalnego): "Kryzys papiestwa i wstrząsy polityczne na Zachodzie (XIV-XVw.)" (najpierw A w czym problem? "Kryzys zachodu w XIV-XV miał wiele aspektów. Na pierwszym miejscu wymienić tu trzeba kryzys demograficzny, przejawiający się względnym przeludnieniem w I połowie XIV stulecia, czego konsekwencja była z kolei tzw. "czarna smierć". Aspekt społeczny kryzysu to przede wszystkim ugruntowanie się (wyklutej w stuleciu poprzednim) zasady reprezentacji, co przejawiało się w formie zgromadzeń stanowych. Próba apliakcji tej idei na gruncie koscielnym doprowadziła w I poł. XV w. do poważnego konfliktu między papietswem a soborami. Do tego samego wątku należały też liczne nowe ruchy religijne, nakładające się niekiedy na lokalne konflikty o swieckim zgoła podłożu. Najbardziej wyrazisty był kryzys na płaszczyźnie politycznej. Tu głęboki kryzys Rzeszy zaklajstrowany tylko złota bullą pociągnął za sobą kryzys instytucji papiestwa. Pierwszym jego przejawem był incydent w Agnani, ale sytuacja papieży rychło się pogorszyła. Niepowodzenia Francji na frontach wojny stuletniej umożliwiły wprawdzie papieżom wyrwanie się z "niewoli awiniońskiej", jednak wkrótce potem wybucha schizma zachodnia. W pacyfikację stosunków w Kosciele zaangazowało się cesarstwo, pacyfikacja rzeczywiscie nastąpiła, rychło jednak wybuchł spór między papiestwem a soborami. Który z tych watków mam rozwinąć?" IMO pięć minut nie minęło : wstęp, później spór papiestwo-Filip, niewola awiniońska, templariusze, wojna
stuletnia, wojna dwóch róż, schizma zachodnia i próby jej zniesienia, albigensi, Wiklef, husytyzm i jeszcze pewnie o czymś i tak zapomniałem... + zakończenie,podsumowanie i wnioski) albo "Geneza, przebieg i konsekwencje wypraw krzyżowych" (też temat rzeka...) W czasie niewiele ponad 6 minut ma się minimalne szanse, by powtórzyć to co jest napisane w podręczniku, nie mówiąc o wkrętach z jakimkolwiek spostrzeżeniami, ciekawostkami, paradoksami czy opiniami historyków. Wiem to z autopsji. Egzamin doustny tego typu ma premiować umiejętnosć tworzenia syntez, a nie faktolejstwo. |
| JMM
|
Posted: 5 Lut 2002 17:01:12 Ale brednie...
Więc już nie będziesz musiał więcej tracić czasu na ich czytanie. EOT. Definitywnie. -- JMM |
| Grzegorz Bednarczyk
|
Posted: 6 Lut 2002 08:28:57 Dla kogoś, kto ma problemy z opanowaniem treści podręcznikowych, owszem, zadanie przeczytania książki jest wyzwaniem ponad siły. Ale dla kogoś, kto dopiero zaczyna się uczyć historii przed maturą, ale jest rozgarnięty, ma aspiracje i nie ma najmniejszych problemów z opanowaniem podręcznika? Ale brednie... Zakres materiału do historii jest najszerszy ze wszystkich przedmiotów licealnych. Nikt, kto zaczyna uczyć się kilka miesięcy przed maturą nie ma większych szans na dokładne nauczenie się ponad 1500 stron informacji. Każda dodatkowa książka (jakieś 200- 300 stron), odpowiadająca 2-3 stronom w podręczniku to w sytuacji przedmaturalnej po prostu strata czasu. Cóż, jeśli rzeczywiście będziesz używać takiego systemu, jak wyżej, to tak "średnio" widzę Twoją przyszłość na studiach. Nie mówię, że ich nie skończysz, ale niewiele z nich wyniesiesz... -- Grzegorz Bednarczyk http://republika.pl/bednargr/ - nieistniejące kościoły krakowskie - zabytki rumuńskiej Bukowiny |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . >> |
|
Czas ładowania strony (sek.): 0.588 miniBB.net © 2001-2009 uzależnienia yumpi matematyka e-kronika |